Znajomi wodzireje
W programach telewizyjnych biorą udział również inni wodzireje z całej Polski.
Zobacz naszych znajomych
1 stycznia 2011
23 kwietnia 2010
20 lutego 2009

Za tobą pójdę jak na bal

Co wybrać? Frak czy spodnie dzwony, mazura czy hity Boney M, miłosne pierożki czy swojskie wędliny?

Karnawałowe bale można podzielić na branżowe i przyjacielskie. Na pierwszych spotykają się lekarze, dziennikarze, ziemianie, a drugie organizują grupy przyjaciół lub znajomych. Osoby publiczne: politycy, biznesmeni, czasem bawią się bez rozgłosu, w obawie przed bulwarową prasą. Dziś nie wyrzucają za brak przebrania

– Niewielu mężczyzn przychodzi w smokingach, dominują czarne bądź grafitowe garnitury – opowiada wodzirej Kuba Krawczyk z Warszawy. – I białe koszule, choć odważniejsi sięgają po modne odcienie różu. Panie decydują się na bezpieczne kolory sukienek: beże, jasne błękity, fiolety lub sięgają po małe czarne.

Wodzirej Kuba Krawczyk w sobotę prowadził charytatywny Bezalkoholowy w Skierniewicach
autor: Marian Zubrzycki, źródło: Fotorzepa

– Na balach i eleganckich imprezach zapanowała prostota, co jest oczywiście bardzo na miejscu, ale czy najbezpieczniejsza czerń nie jest trochę monotematyczna? – zastanawia się stylista Piotr Sałata. – Niestety, minęły już czasy, kiedy każda kobieta miała na sobie oryginalną, niepowtarzalną kreację, szytą na miarę, na tylko ten jeden wieczór, z idealnie dobranymi dodatkami i akcesoriami. Polacy w karnawale nie szukają ekstrawagancji i nie gustują w balach kostiumowych. Gdy w Warszawie zorganizowano imprezę w stylu Bollywood, obiecując w zamian za przebranie nagrody niespodzianki, tylko co dziesiąta para włożyła hinduskie stroje.

– W dawnej Polsce nie do pomyślenia było, by ktokolwiek przyszedł bez przebrania – podkreśla Aldona Plucińska z Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi. – Kto go nie miał, był wyrzucany z balu.

Nostalgicznie w ślubnej sukni

Decyzję, żeby się przebrać, podejmują zwykle grupy przyjaciół z dużą wyobraźnią i dystansem do samych siebie. Taką grupę tworzą rodzice uczniów i przedszkolaków z placówek prowadzonych przez Stowarzyszenia Wspierania Edukacji i Rodziny Sternik. W styczniu urządzili imprezę w stylu grupy Abba: buty na koturnach, spodnie dzwony, koszule z dużymi kołnierzami.

– Zaprosiliśmy znajomych, a znajomi swoich znajomych – wspomina Marcin Szołajski. – Podczas imprezy urządziliśmy konkurs na króla i królową oraz loterię fantową i licytację, z których dochód przekazany został na hospicjum i edukację naszych dzieci. Gwoździem programu był występ Grupy MoCarta.

Rodzice ze Sternika organizowali bale kostiumowe co dwa lata – poprzednio pod nazwą "Lata 20., lata 30.".

W dwie ostatnie soboty karnawału (kończy się 16 lutego) w Warszawie odbywają się bale, na które wszyscy uczestnicy ubierają się w stroje nowożeńców.

– Pomysł na imprezę pojawił się z nostalgii do wiszących w szafie sukienek ślubnych – opowiada Anna Wieruszewska -Puto, właścicielka firmy Fajne Wesele. – Inspiracją do zorganizowania After Wedding Party był wpis na portalu społecznościowym – młodzi małżonkowie marzyli o imprezie, na którą mogliby jeszcze raz włożyć frak i suknię.

Ziemianie w Bibliotece Rolniczej

Marek Suski, poseł PiS, wraz z żoną Elżbietą przygotowuje się do Balu Ziemiańskiego, który odbędzie się w najbliższą sobotę na stołecznym Krakowskim Przedmieściu, w gmachu Centralnej Biblioteki Rolniczej. – Od dwóch tygodni staram się rozchodzić buty, żeby w trakcie tańca nie zedrzeć nóg do krwi – mówi poseł, który włoży czarny smoking i muszkę.

Marcin Schirmer, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego, podkreśla, że obowiązują stroje balowe: panom przystoi ubrać się we frak lub smoking, a paniom w długie suknie.

Elżbieta Suska włoży czarną suknię, w której zatańczy rozpoczynającego imprezę poloneza, ale gdy przyjdzie czas na rock and rolla, zmieni strój. – Zabieram ze sobą krótszą, granatową sukienkę, w której będę mogła tańczyć przy dynamicznej muzyce – zapowiada.

Na Balu Ziemiańskim będzie zespół muzyczny, który na pewno nie zagra przebojów disco polo ani utworów biesiadnych, a w odróżnieniu od innych imprez nie zabraknie polek i ognistych mazurów. Na innych imprezach zabawę rozkręcają zwykle dyskotekowe rytmy: Boney M, Modern Talking, Gloria Gaynor, a gdy przychodzi pierwsze zmęczenie, słychać Krzysztofa Krawczyka "Za tobą pójdę jak na bal".

Po północy zaczyna się koncert życzeń: "od Kazimierza dla Iwony, zakochany mąż dla zakochanej żony" prosi o "Lady in Red", bo żona przyszła w czerwonej sukience.

Jest czas na przytulanie przy dźwiękach The Eagles brzdąkających nieśmiertelny "Hotel California". Balowa młodzież, gdy się rozkręci, śpiewa głośno "A ja wolę moją mamę, co ma włosy jak atrament" Majki Jeżowskiej lub "Bo fantazja jest od tego, aby bawić się, aby bawić się na całego" zespołu o wdzięcznej nazwie Fasolki. – Przy takiej muzyce bawią się osoby, które skończyły studia, cztery, pięć lat temu, założyli rodziny, zaczynają życie we własnych lub wynajętych mieszkaniach – opowiada Krawczyk. – Piosenki znają z "Teleranka" lub programu "Tik -Tak".

Z polskich zespołów na balach grywane są przeboje sprzed lat Maryli Rodowicz, Dwa plus Jeden, Jerzego Połomskiego (nie przemija "Cała sala śpiewa").

Współczesne hity nie wytrzymują próby czasu i znikają z repertuaru, choćby Iwan i Delfin "Jej czarne oczy" (przebój 2004 r.) czy Feel "A gdy jest już ciemno" (2007). Ostatnio hitem był odkurzony Franek Kimono ze śpiewaną chóralnie piosenką "Będę brał cię w aucie" (2008 r.). W tym sezonie – jak mówią wodzireje – jednego takiego hitu nie ma.

Bale kończą się zwykle o godz. 5 rano, ale już około godz. 2 część towarzystwa wychodzi. – Mówią, że zostawili w domu małe dzieci lub są zmęczeni – opowiada Krawczyk.

Jeden na milion

Na bale powrócili wodzireje, którzy w odróżnieniu od pracownika Estrady Lutka Danielaka (w niezrównanej kreacji Jerzego Stuhra) pracują na własny rachunek. Założyli firmy i sami zatrudniają didżejów.

– Moim zadaniem jest podtrzymywanie zabawy, a nie jej narzucanie, dlatego nie tworzę sztywnego scenariusza, najwyżej jego zarys – podkreśla Kuba Krawczyk. – Klienci zwykle nie mają oczekiwań przed zabawą, zdają się na nas.

Kazimierz Hojna prowadzi w Katowicach warsztaty dla wodzirejów. – Uczymy prowadzenia wspólnego tańca na 50, 100 i 200 par. Wodzirej jest zarówno doradcą dla gości przed balem, jak i reżyserem widowiska, w trakcie którego musi nie tylko dowodzić na parkiecie, ale także przeprowadzić konkurs tańca i loterię fantową.

Ilu jest w Polsce profesjonalnych wodzirejów? Hojna szacuje, że ok. 40, co oznacza, że jeden przypada na milion mieszkańców. – Grunt to pozytywne nastawienie, energetyczna chęć zrobienia czegoś ekstra, zachwycenia gości. To nasza obrona przed rutyną – staramy się traktować każdą imprezę wyjątkowo – mówi wodzirej Mariusz Tomporowski.

Z sosem truskawkowo-balsamicznym

Ale liczy się nie tylko taniec. Na balowych stołach pojawiają się potrawy barokowo opisane w menu. W Andel's Hotel Kraków w sobotę wygłodniali balowicze na przystawkę dostaną terrinę z indyka w szynce parmeńskiej podawaną z sosem truskawkowo -balsamicznym, a jako danie główne – cielęcinę nadziewaną kasztanami, serwowaną z miłosnymi pierożkami na puree ze słodkich ziemniaków i kremowym sosie ze świeżej bazylii.

W Zamku Myśliwskim Promnice w Kobierze na Śląsku kuszą roladką z indyka z grzybami w sosie śmietanowo -ziołowym z ryżem i glazurowaną miodem marchewką.

Elementem niemal każdego zimnego bufetu są swojskie wędliny, czasem zwane kącikiem wiejskiego stołu. Za to desery znów opisane są z przepychem, np. Rajskie Amaretto.

Nie każdy jest mile widziany

Ile kosztuje taka przyjemność? W miniony weekend bal w Warszawie w klimacie szkolnych lat kosztował 150 zł od osoby, ale 280 zł od pary. Z ofert, na które można natrafić w Internecie, taniej można się zabawić w łódzkim Black & White Club – 110 zł od osoby.

Walentynki w lubelskim Hotelu Restauracji Lwów kosztują 300 zł od pary, w Andel's Hotelu Kraków – 299 zł, After Wedding Party w Hotelu Polonia Palace w Warszawie – 350 zł, bal w Sofitel Grand Hotel w Sopocie – 500 zł.

Bal Ziemiański kosztuje 230 zł dla członka Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego i 250 zł dla pozostałych. Osoby z zewnątrz mogą kupować wejściówki, ale wyłącznie wtedy, gdy zostaną polecone organizatorom.

– Łączą nas poglądy, dlatego nie każdy jest mile widziany – mówi Marcin Schirmer, wiceprezes Towarzystwa.

Autor artykułu: Mariusz Goss
Źródło: Rzeczpospolita (8 lutego 2010)
Link źródłowy: http://www.rp.pl/artykul/431163.html

 

 
Start | Oferta | Wodzirej | Sprzęt | Zdjęcia | Filmy | Opinie | Media | Linki | Terminy | Kontakt Copyright © 2007-2017 Wodzirej Karpik
 

>