Znajomi wodzireje
W programach telewizyjnych biorą udział również inni wodzireje z całej Polski.
Zobacz naszych znajomych
1 stycznia 2011
23 kwietnia 2010
20 lutego 2009

Pierwszy taki bal

W stylu Bollywood, Kabaretu Starszych Panów lub "Upiora w Operze". Najlepsze studniówki mają dzisiaj temat przewodni, wodzireja i autorską choreografię poloneza. Jak wygląda studniówka Anno Domini 2009, pisze Karolina Kowalska

Sobota, 8.30. W pokoju maturzystki Natalii Kłosowskiej z Technikum Spożywczo-Gastronomicznego im. Jana Pawła II dzwoni budzik. Na 12 godzin przed studniówką dziewczynie wciąż brakuje niezbędnych elementów kreacji: czerwonej podwiązki, cyrkonii do makijażu i brokatu. Szybki rajd po sklepach, kąpiel i Natalia oddaje się w ręce bratowej, z zawodu fryzjerki.

W internacie przy prywatnym żeńskim Liceum Sióstr Nazaretanek na ul. Czerniakowskiej Ola Rostkowska nie śpi od siódmej. Sen z oczu spędził jej catering, DJ i miliony szczegółów studniówki, której jest organizatorką. Kreacja Oli od tygodnia czeka w szafie, tipsy zrobiła już w czwartek. W południe afera: zawiodła fryzjerka zamówiona do internatu.

Po nerwowym obdzwonieniu salonów Ola i koleżanki znajdują fryzjerkę na Żoliborzu. Wskakują do taksówki.

W mieszkaniu na Targowej bratowa Natalii Kłosowskiej upina skomplikowaną fryzurę: doczepiany kucyk wciąga w ten prawdziwy, całość ozdabia kółeczkami z włosów. Wszystko ściąga mocno gumką. Natalia co jakiś czas krzyczy z bólu: - To nic, mam darmowy lifting - pociesza się. Kucyk bratowa przeciąga prostownicą, a potem przytwierdza cyrkonie. Fryzura jest gotowa po 4 godzinach.

Ola z koleżankami do żoliborskiego salonu wpadają pół godziny przed zamknięciem. Za trzy proste, eleganckie fryzury płacą po 130 zł.

Dekolt pod kołnierzem

Natalia z gastronomika sama robi sobie makijaż: policzki ledwie muśnięte różem, na ustach przezroczysty błyszczyk. Za to na powiekach cyrkonie, no i brokat na dekolcie. Wkłada sukienkę z Maximusa w Nadarzynie (350 zł) i buty z KDT (110 zł). Tipsy za 180 zł zrobiła jej koleżanka. - Trzeba mieć dużo cierpliwości. Od grudnia szukałam sukienki, a w butach, żeby je rozchodzić, paradowałam cały dzień.

Ola Rostkowska, nazaretanka, na przebranie i makijaż ma tylko pół godziny: o 16 spowiedź przed mszą studniówkową, a o 17.30 próba poloneza. Poza tym Ola musi sprawdzić, czy wszystko dojechało na czas, nie odpadły dekoracje, dotarli zaproszeni przez dziewczyny partnerzy. Szybko wkłada bluzkę koszulową z Royal Collection (250 zł), spódnicę wybraną w Peek&Cloppenburg (350 zł), szpilki kupione wcześniej z myślą o studniówce w Wiedniu (90 euro) oraz prezenty od rodziny: kolczyki, wisiorek od Swarovskie-go i zegarek od Gucciego.

Tradycja nazaretanek to nie tylko studniówka w szkole, ale i strój galowy: czarna spódnica i biała koszulowa bluzka ze szkolnym kołnierzem i krzyżem. Przy wyborze spódnic dziewczyny z "Nazaretu" zwykle mogą liczyć na pomoc wszystkich ekspedientek w sklepie. Wieść o jednej z nielicznych w Warszawie studniówek na czarno-biało zwykle wzbudza sensację.

Sklepowe otwierają oczy ze zdumienia, a potem chcą jak najlepiej doradzić "pokrzywdzonej przez tradycję" dziewczynie. Tym razem wołały do pomocy ekspedientki z sąsiednich butików.
Wysmakowany i skromny strój - choć może nie aż tak skromny jak u nazaretanek - obowiązuje zwykle w najlepszych i najbardziej renomowanych liceach.

W innych szkołach dziewczyny na studniówkę ubierają się tak jak na sylwestra: w kreacje wieczorowe, a nawet balowe.

Przed godz. 20 Natalia Kłosowska i jej chłopak docierają do klubu Akcent w Miedzeszynie. Maturzyści z gastronomika wybrali go ze względu na przystępną cenę, przestronną, ładną salę i niedużą odległość od szkoły.

Gastronomik nie jest wyjątkiem. Większość liceów urządza studniówki w wynajętych salach, chętnie w hotelach. Te topowe, np. Holiday Inn, Nowotel (dawne Forum) czy Sobieski, wyspecjalizowały się już w organizacji takich przyjęć i kuszą sprawną obsługą oraz przystępnymi cenami (ok. 500 zł za parę). Niewiele szkół decyduje się na studniówkę we własnej sali gimnastycznej: koszt jest podobny, a standard niższy. Głównym argumentem jest w takim przypadku tradycja szkoły.

Gala w klubie Akcent rozpoczyna się dokładnie o godz. 20. W sali balowej z obleczonymi tkaniną kolumnami i obitym materią sufitem trzy grupy uczniów gastronomika tańczą poloneza w choreografii pana od WF-u.

Dominują suknie wieczorowe, głównie długie sukienki w stylu glamour na ramiączkach, najczęściej w ciemnych kolorach. Jest także kilka sukni balowych, z gorsetem i błyszczącą spódnicą na kole lub sztywnej halce. Zdarzają się też rozkloszowane sukienki przed kolano z materiału w grochy i wstążki we włosach typowe dla lat 50.

Stroje panów są stonowane. Na odrobinę szaleństwa pozwalają sobie przy wyborze krawata, czasem fryzury (trafiają się irokezy, "rożki" utrwalone na żel, a nawet warkoczyki).

Polonez po mszy

Po spowiedzi i próbie u maturzystek nazaretanek zaczyna się msza odprawiana przez ich dawnego katechetę ks. Damiana Kalembę. Dziewczyny same wybrały oprawę muzyczną i pieśni z rekolekcji i pielgrzymek. Podczas mszy zgodnie z tradycją składają dary. W tym roku oprócz winogron i chleba są to arkusze maturalne, dowody osobiste i kwiaty z karteczkami, na których wypisały osobiste intencje.

Po mszy uczennice i ich partnerzy schodzą do sali gimnastycznej przerobionej na podziemia katedry Notre Dame. Coraz więcej szkół rezygnuje z bezosobowych zabaw na rzecz balów tematycznych. Liceum nazaretanek co roku wymyśla inną studniówkową scenerię.

Tym razem królują motywy z "Upiora w Operze": czarno-białe tkaniny zakrywają drabinki i imitują teatralne dekoracje. Obrazu dopełniają balony i maski, róże i świeczniki. Stołówkę, tradycyjnie przygotowaną przez klasy drugie, ozdabiają plakaty z musicali, w tym "Upiora..," granego już drugi sezon w teatrze Roma.

Poprzedniczki tegorocznych maturzystek poszły jeszcze dalej. Pięć lat temu hasłem studniówki była "Starożytna Grecja", a sala gimnastyczna zmieniła się w Hades. Zakonnice i ich pobożne podopieczne bawiły się w mrocznej scenerii, a nad ich głowami fruwały sztuczne nietoperze.

Na studniówce w "Staszicu" w zeszłym roku królowało Bolly-wood. Była zawodząca muzyka, hinduskie tańce, wielobarwne sari i kropki na czołach. Natomiast tegoroczna studniówka w "Staszicu" odbędzie się pod hasłem disco. Można się spodziewać jaskrawych kolorów, supermini, tapirów na głowie i lakierowanych kozaczków. Zdarzają się też studniówki w stylu latino, lat 20., afrykańskim lub staroegipskim.

Po godz. 20 w upioropodobnej scenerii sali gimnastycznej "Naza-retu" zaczyna się polonez ćwiczony od listopada pod okiem wuefistki. 28 par wykonuje skomplikowany układ lekko i bez wysiłku. Nieźle radzą sobie panowie, którzy obowiązkowo brali udział w każdej próbie. W większości szkół naukę poloneza rozpoczyna się już dwa miesiące przed studniówką, zwykle na lekcjach WF. Tam, gdzie układ taneczny jest skomplikowany, a większość partnerów jest spoza szkoły, próby odbywają się po lekcjach, minimum dwa razy w tygodniu.

Chociaż już od 20 lat studniówkowi partnerzy nazaretanek nie muszą się poddawać weryfikacji siostry dyrektor, żaden nie pozwala sobie na szaleństwo w postaci irokeza czy różowej koszuli. Dla niektórych zasady nazaretanek są codziennością: chodzą do zaprzyjaźnionego Archidie-cezjalnego Męskiego Liceum Ogólnokształcącego (AMLO) przy ul. Dewajtis i dla imprezy w "Nazarecie" zrezygnowali ze swojej studniówki.

Przybora zamiast upiora

Jeszcze miesiąc temu maturzyści z AMLO i nazaretanki mieli bawić się na wspólnej studniówce, ale pomysł upadł na etapie negocjacji. Łącznik AMLO próbował dogadać się z trzyosobowym komitetem z nazaretanek, lecz dziewczyn nie przekonał. - Typowi mężczyźni, chcieli przyjść na gotowe - kwituje Ola, patrząc porozumiewawczo na dwie współorganizatorki Dominikę Sowul i Beatę Majewską. - Poza tym pewnie przyprowadziliby swoje partnerki, których nie obowiązuje nasz strój galowy. I jak byśmy wyglądały w skromnych białych bluzkach i czarnych spódnicach przy ich dekoltach i fiszbinach? - dodaje ze śmiechem.

Na imprezę pod hasłem "Upiór w operze" dziewczyny z "Naza-retu" zaprosiły innych kolegów. - To, że chodzimy do szkoły żeńskiej, nie znaczy, że nie mamy znajomych płci przeciwnej - podkreśla Ola Rostkowska, regularnie tłumacząca ludziom ze szkół koedukacyjnych, że liceum żeńskie nie jest wyłącznie dla przyszłych zakonnic.

Licealiści z AMLO mają więc problem ze znalezieniem partnerek, ale nie załamują się. Dzień przed imprezą na rozległym szkolnym korytarzu sami prasują tkaniny imitujące kinową kurtynę, malują szyldy i wycinają z czarnego kartonu sylwetki Starszych Panów. Tematem przewodnim w tym roku jest słynny kabaret Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego.

Zwycięża siła skojarzenia: wychowawcami dwóch klas maturalnych są wicedyrektorzy - wprawdzie dużo młodsi od Starszych Panów, ale zarazem starsi o pokolenie od swoich uczniów. Kiedy w melonikach, muszkach i z laseczkami witają w drzwiach szkoły gości, można się pomylić.

Na studniówce, nieco improwizowanej po odmowie nazaretanek, bawi się 23 maturzystów - większość z dziewczynami - nauczyciele i dwaj księża. Zorganizowana naprędce impreza przechodzi do historii szkoły jako jedna z najlepszych.

Embargo na Kimono

O godz. 21 atmosfera w klubie Akcent wyraźnie się rozluźnia. Maturzyści z gastronomika i ich goście wstają od stołów, z których nakryciem nie mieli nic wspólnego, bo po 4 latach nauki zawodu kucharza i kelnera wreszcie postanowili dać się obsłużyć. Dźwięki "Rivers of Babylon" podrywają również ciało pedagogiczne.

Przy nieśmiertelnych dyskotekowych szlagierach: "La Bamba", "YMCA" i "There's a Party" szaleje cały gastronomik. Nawet uczennice w straszliwie niewygodnych w tańcu sukienkach na kole czy wężowych kreacjach, nie mówiąc o niebotycznych szpilkach. Kunsztowne fryzury wytrzymują najgwałtowniejsze podskoki. Za to podłoga mieni się od brokatu i cyrkonii, które z włosów odpadły.

Przy dźwiękach "Matury" Czerwonych Gitar w ruch idą krawaty, a nawet czerwone podwiązki, które w ostatnich latach zastąpiły czerwone majtki na szczęście. Szlagier polskich Beatlesów to na studniówkach pozycja obowiązkowa, jedna z nielicznych tradycji jeszcze z czasów PRL-u. Fruwające przy refrenie krawaty coraz częściej zastępowane są przez elegantsze muszki.

DJ-e potwierdzają: "Matura" jest wieczna. Taki hit pojawia się rzadko. W tym roku to "W aucie" Sokoła, Pono i reaktywowanego Franka Kimono. "Będę brał cię w aucie" - ekstatycznie wykrzykują maturzyści na prawie każdej studniówce. Wyłamały się "Na-zaret" i AMLO. Na samo wspomnienie hitu nazaretanki krzywią się z niesmakiem. Nie tylko dlatego, że tekst mógłby obrazić nauczycielki i zakonnice: po prostu wolą ambitniejszy repertuar.

A chłopaki z AMLO w kwestii muzyki całkowicie zaufali wodzirejowi Krzysztofowi Karpikowi Karpińskiemu, bo sprawdził się na wcześniejszych studniówkach. Wiadomo, że Karpik nie puści wyżej wspomnianego tria, a repertuar dobierze ponadczasowy. Równie małe szanse ma owo trio w liceum im. Tadeusza Czackiego, które tegoroczną studniówkę, urządzaną tradycyjnie w Warszawskim Klubie Technika NOT, zaplanowało w konwencji prawdziwego, wielkiego balu. Królować mają utwory wytworne, łącznie z polonezem skomponowanym specjalnie na tę okazję przez uczniów i absolwentów liceum.

Wodzirej animuje

Kuba Krawczyk z grupy wodzirejów "Impress" uważa, że na studniówce najlepiej sprawdzają się dyskotekowe i rockowe klasyki, takie jak hity Abby czy nieśmiertelne przeboje z lat 70., 80. i 90. Bawią się przy nich wszyscy.

Czasem jednak dostaje od organizatorów gotową playlistę. Kilka lat temu maturzyści ze śródmiejskiego liceum zażyczyli sobie utworów disco polo. - Po 23. zaczepiło mnie dwóch chłopaków: "Panie wodzireju, zabawa świet-na, ale kiedy puści pan nasze kawałki?".

Myślałem, że żartują,bo dobrze się bawili przy mojej muzyce. Przez następnych parę godzin cała sala wykrzykiwała szlagiery disco polo. Znali tekst do czwartej zwrotki - wspomina.

Imprezy tylko w stylu disco polo to rzadkość, ale na wielu studniówkach pojawiają się hity z wiejskich wesel, w stylu "Nie da ci tego ojciec, nie da ci tego matka, co może dać ci sąsiadka". Dało się ją słyszeć nawet w Holiday Inn, gdzie bawili się maturzyści z Zespołu Szkół im. Michała Konarskiego.

Przy takiej muzyce tańczący zazwyczaj robią węża i ruszają w bieg między stołami. Mniej skorzy do zabawy i nieuznający weselnej muzyki potrzebują jednak zachęty. Stąd popularność wodzirejów, którzy umieją poderwać z krzeseł nawet najbardziej opornych, a kiedy trzeba - zaproponować rock'n'rolla... na krzesłach. Tak na studniówce w AMLO zrobił Karpik. Kwadrans później uczniowie i nauczyciele, także ci w sutannach, wywijali aż miło, a nawet wspólnie tańczyli kankana.

Tradycyjnie studniówki, z DJ-em i bez, kończą się nad ranem. Ostatni maturzyści wracają do do-mu około piątej. Tak było w przypadku nazaretanek, gastronomika i balujących w Holiday Inn uczniów "Konarskiego".

Kilka dziewczyn z "Nazaretu" i chłopaki z AMLO zostali dłużej, żeby posprzątać po zabawie. Solidarnie towarzyszyli im nauczyciele. - Studniówka to nie tylko zabawa. Ma również wymiar wychowawczy - uważa Tomasz Kowalczyk, wicedyrektor AMLO. Dlatego stawki cateringu i wodzireja maturzyści negocjowali sami. Sami również kupowali szampana, robili dekoracje i zapraszali nauczycieli.

Ola Rostkowska jest śmiertelnie zmęczona, ale i szczęśliwa: - Bawiliśmy się do białego rana. Siostry też tańczyły aż do bólu nóg. Warto było zarywać noce na przygotowania. Studniówka była świetna - ziewa szeroko. Współpraca: Natalia Bugalska, Andrzej Dworak

Autor artykułu: Karolina Kowalska
Źródło: POLSKA The Times (23 stycznia 2009)
Link źródłowy: http://www.polskatimes.pl/artykul/80340,pierwszy-taki-bal,1,id,t,sa.html

 

 
Start | Oferta | Wodzirej | Sprzęt | Zdjęcia | Filmy | Opinie | Media | Linki | Terminy | Kontakt Copyright © 2007-2017 Wodzirej Karpik