Znajomi wodzireje
W programach telewizyjnych biorą udział również inni wodzireje z całej Polski.
Zobacz naszych znajomych
1 stycznia 2011
23 kwietnia 2010
20 lutego 2009

Jak się bawić na weselu bez wódki

Bezalkoholowe imprezy prowadzi się o niebo łatwiej. Jak mówię trzeźwym, żeby zrobili trzy kroki w prawo, to robią. Pijani pytają, gdzie jest prawo - mówi bydgoski wodzirej Krzysztof Kraśniewski. W sobotę poprowadził Wesele Wesel w Łuczniczce, główną imprezę XIII Ogólnopolskiego Spotkania Radość w Trzeźwości.

Aleksandra Lewińska: Jak rozkręca pan imprezy?

Krzysztof Kraśniewski: Tajemnica zawodowa.

Taniec na gazecie albo z balonikiem między brzuchami?

- No, bez żartów! Takich zabaw jak ognia unikam. Zniechęcają ludzi na wstępie. Każde wesele to dla wodzireja poważny egzamin. Pani sobie wyobrazi: pełna sala, po obu stronach stołu dwie nie znające się rodziny. Patrzą na siebie bykiem. A moim zadaniem jest ich rozruszać.

Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz / AG

O to pytam: jak to zrobić?

- Trzeba ich do siebie zbliżyć. Jak? To jasne: przez dotyk najłatwiej będzie im się otworzyć. Tradycyjne metody są najskuteczniejsze - trzeba ludzi jak najprędzej sprowadzić na parkiet. Dlatego proponuję proste układy taneczne. Uczę kroków, dyryguję, kiedy zmieniamy partnera czy figurę.

A jak rodzinki są wyjątkowo drętwe? Wyrywa pan ciotki do tańca?

- Unikam takich sposobów. Boję się zazdrosnych narzeczonych (śmiech). Wtedy zapraszam do wspólnej fotografii na parkiecie. Potem pojawia się muzyka i część ludzi zawsze zostaje.

Obsługuje pan wesela od kilkunastu lat. Wcześniej miał pan kapelę, teraz jest pan wodzirejem. Czym się różni wodzirej od lidera weselnego zespołu?

- Normalnie jest tak: kapela całą noc przygrywa, a potem proponuje kilka zabaw oczepinowych. Zazwyczaj na dość żenującym poziomie: partnerki przeciągają jajeczko przez nogawkę swoich mężczyzn, od rozporka po mankiet albo chętni grają w butelkę. Proszę mi wierzyć, nie wszystkich to bawi. Dlatego ja ustalam z młodą parą na długo przed weselem rodzaj zabaw. Zazwyczaj chcą, by było kulturalnie. Utarł się stereotyp, że wodzirej to taki rubaszny koleś, który wyjdzie na środek i będzie opowiadał niegrzeczne dowcipy. Nieprawda. Dziś wodzirej nie przypomina tego z filmu Feliksa Falka, który śpiewa "tralalala" jak Jerzy Stuhr. Nie chodzi też o gadulstwo. Ja, na przykład, stawiam na klasę. Występuję zawsze we fraku. Wiem, że wesele to ceremonia, zaczynam więc od poloneza.

Które wesela prowadzi się łatwiej - z wódką, czy bez?

- To jest tak: jak nie ma alkoholu, muszę zrobić wszystko, by ludzie zapomnieli, że go nie ma. Jak jest, robię co mogę, by zapomnieli, że stoi na stole.

Udaje się?

- I to jak! Przychodzą potem z reklamacjami: "Ale pan narobił, tyle wódki mi zostało! Co ja z tym zrobię?". A żony mi dziękują: "Pierwszy raz po weselu mąż wrócił do domu i sam się rozebrał". Ludzie przyzwyczajeni do alkoholu na weselach nie wyobrażają sobie, że można się bawić bez dopalaczy. Ja udowadniam: każdego da się rozkręcić. Ale niepijących łatwiej.

Jak to?

- Bo jak mówię trzeźwym, żeby zrobili trzy kroki w prawo, to robią. A pijanemu jak bela kierunki się mylą. I jak nie ma wódki, nie ma też ryzyka, że nad ranem ktoś dostanie w zęby.

Na weselach z wódką wodzirej zagląda do kieliszka?

- A pani pije w pracy? (śmiech). Ja w zasadzie jestem abstynentem. Choć lampkę wina do rosołu wypiję

Autor artykułu: Aleksandra Lewińska
Źródło: Gazeta Wyborcza Bydgoszcz
Link źródłowy: http://miasta.gazeta.pl/bydgoszcz/1,48722,4368182.html

 

 
Start | Oferta | Wodzirej | Sprzęt | Zdjęcia | Filmy | Opinie | Media | Linki | Terminy | Kontakt Copyright © 2007-2017 Wodzirej Karpik